Rodzinne żeglowanie na s/y Tinos

Tag: Dania (page 1 of 1)

Rejs oczami dzieci

Czteromiesięczna podróż to nie są zwykłe wakacje. Co pomyśleliście, kiedy po raz pierwszy usłyszeliście o tym pomyśle?

Łucja:
Prawdę mówiąc nie byłam przekonana do niego. Stresowałam się jak moją nieobecność odbiorą koleżanki, a także nauczyciele w szkole. Nie wiedziałam jak to będzie, kiedy ominie mnie sporo codziennego życia szkolnego. Chociaż plan mi się podobał, to te obawy i stres brały górę. Naprawdę zaczęłam myśleć na spokojnie o wyjeździe po tym, jak powiedziałam koleżankom w klasie o naszych planach, a rodzice porozmawiali z wychowawczynią i panią dyrektor.

Łukasz:
Na pewno się zdziwiłem i ucieszyłem. Wiedziałem, że będę miał wolne od szkoły dużo wcześniej niż zwykle 🙂

Przepłynęliśmy już ponad 500 mil morskich, czyli niemal 1000 kilometrów. Odwiedziliśmy wiele ciekawych miejsc. Wymień po dwa, według Ciebie, najbardziej interesujące przyrodniczo i te będące dziełem człowieka.

Łucja:
To trudne pytanie. Z przyrodniczych na pierwszym miejscu, jak dotąd, wymieniłabym zatokę Djäknasundsviken na jeziorze Wetter, gdzie mieliśmy okazję spędzić dwa cudowne dni w naturalnym porcie cumując do skał. Pływaliśmy kajakiem kilkaset metrów na małą plażę w innej zatoczce, która wyglądem przypominała krajobraz rajskich wysp.
Drugie miejsce najbardziej atrakcyjne przyrodniczo to wyspa Håholmen na jeziorze Wener. Tam, na kompletnym odludziu, rozwiesiliśmy moją szarfę do gimnastyki powietrznej i miałam, po raz pierwszy, okazję na niej potrenować. Jest jeszcze jedno miejsce, równie piękne, to Dalbergså gdzie oprócz urokliwego portu, mieliśmy okazję oglądać prehistoryczne rysunki naskalne.
Z miejsc nieprzyrodniczych na pierwszym miejscu stawiam oceanarium w Kopenhadze, a na drugim kanał Göta, szczególnie te mniej intensywne odcinki, bez śluz, no i jeszcze zamki były ładne… ale miały być tylko dwa miejsca…

Łukasz:
Miejsca, według mnie, najciekawsze przyrodniczo to zatoka Djäknasundsviken i wyspa Håholmen, gdzie leżałem na hamaku i czytałem książkę pod szumiącymi sosnami z widokiem na jezioro.
Z miejsc będących dziełem człowieka wymieniłbym Park Tivoli w Kopenhadze oraz Sjötorp i Grönvik – tam były najlepsze boiska!

Wiemy, że przebywanie na tak małej przestrzeni jaką oferuję nasz jacht jest nie lada wyzwaniem.  Czy masz jakiś sposób, aby wygospodarować swój kącik, żeby mieć trochę prywatności?

Łucja:
Kiedy posprzątam swoją koję, na przykład poskładam ubrania, które są porozrzucane, ułożę odpowiednio śpiwór i poduszkę, udaje mi się stworzyć wygodny kącik, gdzie mogę w spokoju i komforcie poczytać lub odpocząć. Kiedy płyniemy lubię też chodzić na pokład dziobowy jachtu, żeby pobyć sama. Niestety, kiedy żeglujemy pod wiatr, na dziobie trochę wieje.

Łukasz:
Chyba najlepszy sposób, aby odciąć się od otoczenia, to założenie słuchawek i włączenie muzyki albo audiobooka. Ostatnio przesłuchałem książkę pt. „Zwiadowcy”.

Łucja na szarfie do gimnastyki powietrznej

Żeglowanie wiąże się nie tylko z błogim leniuchowaniem, ale także z odpowiedzialnymi zadaniami.
Czy pamiętacie jakiś moment kiedy czuliście, że Wasza pomoc na jachcie jest wyjątkowo potrzebna?

Łucja:
Tak, moja pomoc była potrzebna podczas śluzowania, szczególnie w kanale Trollhätte. Tam trzeba było przekładać cumy na kolejne szczeble drabinki lub następny poler. Pomagałam wówczas Mamie i przytrzymywałam bosakiem łódkę, żeby nie odpływała.

Łukasz:
Chyba najbardziej moja pomoc przydaje się podczas cumowania i operacji w śluzach. Wtedy często wychodzę na brzeg z cumą, którą trzeba zahaczyć o specjalne kółko, albo założyć „na biegowo”.

Które chwile podczas tej podróży były dla Ciebie najtrudniejsze?

Łucja:
Chyba te, w których kłóciłam się z bratem 🙂 Ale też fale na morzu. Było mi wówczas niedobrze i bolała mnie głowa.

Łukasz:
Kiedy płynęliśmy po morzu i były duże fale. No i podczas konfliktów z siostrą…

Które dostarczyły najwięcej radości?

Łucja:
To czas, który spędzaliśmy w dzikich zatoczkach, pływaliśmy kajakiem i kąpaliśmy się. Ale też wspólne wieczory spędzone podczas grania w „Bananagrams party” – grę polegającą na układaniu krzyżówek z liter. Wspominam również miło chwile, kiedy podziwialiśmy panoramę jeziora Wener siedząc na ławeczce, jak również wieczór w Helisnborgu i piękny widok na Sund.

Łukasz:
Kiedy byliśmy w Muzeum Volvo, Parku Tivoli, graliśmy w piłkę i miło spędzaliśmy czas w dzikich zatoczkach.

Czasami pomoc najmłodszego załoganta bywa niezbędna

Teraz pytanie z przymrużeniem oka. Jakie trzy przedmioty – urządzenia są, według Ciebie niezbędne podczas naszej wyprawy?

Łucja:
Mój kocyk, Kindle – czytnik e-booków. No i niezbędny jest też „kibelek”, czyli jachtowy kingston!

Łukasz:
„Bob” – nasz duży, kulisty odbijacz, który przydaje się podczas cumowania lub w śluzach. Niezbędne wydają się też: tablet z programem nawigacyjnym oraz silnik, bo bez niego nie moglibyśmy przemierzyć kanałów.

Spróbuj swojej koleżance / koledze zareklamować rejs taki jak nasz.

Łucja:
Warto wyruszyć w podróż taką jak ta, aby poznać uroki przyrody, zaznać spokoju, a także czasu kiedy nie trzeba wiele robić i można sobie „chillować”. Możesz zwiedzać ciekawe miasta, nauczyć się nowych rzeczy, spotkać fajnych ludzi z innych krajów. My np. spotkaliśmy bardzo sympatycznych Duńczyków, którzy zaprosili nas do zwiedzenia ich jachtu.
Na rejsie można się też uwolnić artystycznie. Ja zaczęłam pisać książkę, a siedząc w domu pewnie nie miałabym takiego natchnienia.
Jest to też odskocznia od codziennego zabiegania. Z pewnością także po powrocie docenię komfort życia lądowego 🙂

Łukasz:
Nie sądzę, żebym musiał komuś specjalnie reklamować taką przygodę! Gdybym jednak musiał to zrobić, opowiedziałbym o wszystkich wspaniałych miejscach, które po drodze można zobaczyć. Równie ważnym argumentem byłoby to, że można nieco wcześniej urwać się ze szkoły 🙂

Morświny

Nagrodą za długie godziny na morzu spędzone podczas blisko 50-cio milowego przeskoku ze Stralslundu do Klintholm było towarzystwo morświnów u wybrzeży Danii.

Morświny nie skaczą tak jak delfiny i są trochę ciemniejsze, więc trzeba nieco wytężyć wzork, aby je dostrzec 😁🐬