Rodzinne żeglowanie na s/y Tinos

Skania w pigułce

Cumując przez kilka dni w Helisngør codziennie patrzyliśmy na drugi brzeg cieśniny, gdzie leży szwedzkie miasto Helsingborg. Naszej uwadze nie mogły ujść promy kursujące między brzegami, tym bardziej, że częstotliwość ich rejsów dała się nam we znaki przy podchodzeniu do portu, kiedy musieliśmy przeciąć tak intensywnie uczęszczaną trasę. Postanowiliśmy więc skorzystać z tej przeprawy i spojrzeć na Sund z innej perspektywy. Tym bardziej, że siła wiatru sprawiała, iż wychodzenie Tinosem mogłoby być co najmniej nieprzyjemne.

Podróż na drugą stronę cieśniny była okazją do ciekawych obserwacji, nie tylko jeśli chodzi o widoki 😉

Wyprawa na szwedzką stronę dostarczyła nam paru ciekawych obserwacji. Pierwszą było z pewnością doświadczenie atmosfery tutejszego intensywnego ruchu transgranicznego. Przed każdym promem ustawiały się tłumne kolejki, a pokłady samochodowe wypełniane były po brzegi wszelkimi pojazdami od rowerów po ciężarówki potocznie zwane tirami. Zadziwiał też rozmach, z jakim ta podróż przebiega. Wyobraźnia mogłaby podpowiadać, że ok. dwudziestominutowy rejs to po prostu szybka przeprawa na drugą stronę  w celach turystycznych, tranzytowych czy po prostu w ramach życia codziennego sąsiadujących państw. Od Jerzego Kulińskiego dowiedzieć się można, że istotnym elementem ruchu są wyprawy po zakupy. Tymczasem podróż ta jest czymś więcej niż tylko techniczną zmianą miejsca pobytu. Prom bardziej niż środek transportu przypomina pełne knajpek, restauracji i barów centrum handlowe, względnie wycieczkowiec. Szybko uznaliśmy, że o ile robienie zakupów w korzystniejszych niż we własnym państwie cenach (z Danii do Szwecji wiezione były prawdziwe transporty rozmaitych alkoholi, niesionych w skrzynkach, popychanych na wózkach itp.) ma swoje praktycznie uzasadnienie, to  krótki rejs nie wystarczy na delektowanie się specjałami pokładowej kuchni. Od razu pojawiło się pytanie czy przypadkiem niektórzy pasażerowie nie „zaliczają” kilku rund rejsu. Jak okazało się, nasze obserwacje były słuszne. O zjawisku tym przeczytałam parę dni później  w książce „I cóż, że o Szwecji” Natalii Kołaczek, która towarzyszy mi w podróży. Autorka wyjaśnia, że podróżowanie na linii Helsingør-Helsingborg bez opuszczania pokładu określane jest specjalnym terminem „att tura”. Oczywiście zakupy alkoholu to istotny element tych podróży.

Sam Helsingborg też okazał się ciekawym miastem. Jego historia sięga XI w. Był duńską osadą obronną i miastem. Wprawdzie nie zachowało się zbyt wiele z najstarszej tkanki miejskiej, gdyż lata duńsko-szwedzkich walk o południe Półwyspu Skandynawskiego odcisnęły się  na zabudowie, jednak stare miasto wciąż warte jest zwiedzenia. Z najstarszych zabytków można np.  obejrzeć  wieżę Kärnan – pozostałość po dawnych fortyfikacjach – która jest obecnie symbolem miasta. Z jej szczytu roztacza się niezwykły widok na Helsingborg, cieśninę i jej duński brzeg.

Wzgórze, na którym wznosi się Kärnan oraz sama wieża to doskonały punkt widokowy na miasto i duński brzeg

Szczególnie miło wspominamy wizytę w Fredriksdals friluftsmuseum – parku będącym połączeniem skansenu z ogrodem botanicznym. Miejsce reklamowane jest jako Skania w miniaturze. Ta równinna, urodzajna kraina, nota bene przez długie lata należąca do Danii, rozciąga się na południu Półwyspu Skandynawskiego i czasem określana jest jako „spiżarnia Szwecji”. Jest krajem przede wszystkim pól uprawnych i zielonych zagajników.

W parku nie mogło zabraknąć zwierząt hodowlanych
W ogrodach zgromadzono natomiast i opisano naturalne dla tego regionu rośliny uprawne i dzikie

Zwiedzającym udostępniono wiejską chałupę i różne zabudowania gospodarcze, w których można oglądać wyposażenie lub wystawy prezentujące dawne życie w regionie.

Perełką obiektu jest dworek szlachecki z XVIII w. Został zbudowany jako wiejska rezydencja, ale stał się prawdziwą wiejską posiadłością z farmą, parkiem i ogrodami.

Wiejskie oblicze dawnej Skanii
Osiemnastowieczna rezydencja to punkt centralny całego założenia
Zachwyca szczególnie wnętrze dworu
…a zwiedzający są zachęcani do siadania na fotelach, oglądania książek, i poprzez eksplorację wnętrza poznawanie historii mieszkających tu niegdyś rodzin

W ramach parku urządzono też „zakątek miejski”, gdzie odtworzono uliczkę z pierwszej połowy XX w. Znaleźć przy niej można m.in. kawiarnię, gabinety lekarskie, zakłady rzemieślnicze itp. urządzone i wyposażone wg ówczesnych standardów.

Parkan przy „miejskiej uliczce” obklejony plakatami i ogłoszeniami z epoki
Klimatyczne czy przerażające wnętrze gabinetu stomatologicznego? Zdania był podzielone 😉

W Helsingborgu spędziliśmy jedno popołudnie, by wrócić do naszego portu u bram zamku Kronborg. Wkrótce jednak mieliśmy pozostawić Danię, by na dłużej zawitać w Szwecji.